Wojciech Owczarz

Wojciech Owczarz fot. Barczyk

Wojciech Owczarz to prezes Fundacji Ekologicznej Arka, której celem jest edukacja ekologiczna. Głównymi polami działań fundacji jest ochrona powietrza, zwierząt oraz szerzenie wiedzy na temat wpływu człowieka na nasze środowisko. Fundacja ma swoim koncie wiele medialnych projektów takich jak: “Kochasz dzieci nie pal śmieci” czy “Pomóż potrąconym”. Organizuje też akcje edukacyjne, takie jak: “Choinki nadziei” czy “Segregujesz -zyskujesz”.

Jak zostaje się prezesem fundacji ekologicznej?

Jestem człowiekiem trzech zawodów, ale w żadnym z nich nie pracuję, natomiast każdy z nich jest przydatny w tym, co robię. Skończyłem technikum ogrodnicze. Wiem, jak się sadzi drzewa i to mi się bardzo przydaje. Skończyłem też studium nauczycielskie, więc jestem nauczycielem. Ta wiedza bardzo przydaje się w kontaktach ze szkołami, gdzie prowadzimy edukację ekologiczną. Na koniec muszę dodać, że skończyłem dziennikarstwo i komunikacje społeczną. Tę wiedzę zdobytą na Uniwersytecie Warszawskim wykorzystuję najbardziej.

Jak łączy pan w praktyce zdobytą wiedzę?

Posiadam taką umiejętność, że potrafię wymyślać i potem realizować ogólnopolskie akcje ekologiczne. To jest moja wyróżniająca cecha i faktycznie w swoim życiu, wiele takich działań przeprowadziłem. Nie tylko je wymyśliłem, ale też zdobyłem na nie środki. Co u nas można powiedzieć jest “ Mount Everestem” tych działań. Właśnie takie działania dają mi dużo satysfakcji i wielką radość.

Wszystko zaczęło się w technikum ogrodniczym.

Jak tak wiedza przekłada się na pana dzisiejszą działalność?

Mam za sobą sporo regionalnych czy ogólnopolskich projektów, w których przydała się ta wiedza. Takim sztandarowym przykładem, który z wielkim sukcesem udało się zrealizować, było “Drzewo szczęścia”. Jak wiadomo drzewa poprzez wchłanianie dwutlenku węgla mają duży wpływ na nasz klimat. Można powiedzieć, ze w ten sposób chronią nas przed chorobami cywilizacyjnymi. Nam w ciągu 10 lat udało się zasadzić 100 000 drzew.

Akcja ta była skierowana do rodziców, którzy mogli uczcić narodziny dziecka sadząc drzewo. Założenie było takie, że jest  wielkie wydarzenie w rodzinie i warto je uświetnić. Dlaczego nie zrobić tego w sposób ekologiczny? Ten projekt jest bardzo charakterystyczny dla Arki. Zawsze staramy się łączyć tematykę ekologiczną ze społeczną.

Jest pewna grupa ludzi do których ciężko jest dotrzeć i przekonać do naszych wartości. To grupa wiekowa między 25 a 50-tym rokiem życia.

Czyli dzieci i osoby starsze są bardziej ekologiczne?

Dla dzieci temat ekologii jest czymś naturalnym. Wystarczy je zaciekawić danym tematem, bardzo pomocna jest też szkoła. Problem zaczyna się później. Ludzie w wieku 30, 40 lat podejmują wiele decyzji konsumenckich, które mają wpływ na nasze środowisko. Niestety do nich ciężko jest dotrzeć z naszymi pomysłami, musimy przemycać je różnymi kanałami.

Dotarcie do waszej grupy docelowej na pewno nie jest łatwe. Na tym polu na pewno sprawdza się pan jako pedagog.

To zabawna historia. Młodzi ludzie już mogą nie wiedzieć, ale było kiedyś coś takiego jak obowiązkowa służba wojskowa. Ja nigdy nie miałem zacięcia wojskowego, więc musiałem szukać alternatywnych rozwiązań.

Poszedłem do studium nauczycielskiego. Po odbytych praktykach już wiedziałem, że nauczycielem nie będę. Natomiast wiedza, którą tam zdobyłem okazała się bardzo przydatna do dnia dzisiejszego. W tamtym czasie odkryłem w sobie duszę społecznika. Już podczas odbywanych praktyk zawodowych angażowałem się w różne projekty społeczne. Mało tego, udało mi się wciągnąć szkołę, do której wtedy chodziłem, w akcje społeczne.

Dziś jako fundacja bardzo koncentrujemy się na edukacji ekologicznej, więc w pewnym sensie jednak jestem nauczycielem. Takim flagowym projektem, który zrealizowaliśmy na tym polu są “Listy dla Ziemi”. Wzięło w nim udział 1 200 000 młodych ludzi. Akcja polegała na pisaniu przez młodych ludzi listów na papierze pochodzącym z makulatury. Pisanie listów poprzedzone było lekcjami na temat ekologii. Przecież, żeby napisać list trzeba mieć jakąś wiedzę na dany temat. To trochę tak jak pisanie ściągi przed klasówką. Człowiek pisze te ściągi, a jak już skończy to okazuje się, że już wszystko wie. W listach dzieci namawiały dorosłych do różnych działań ekologicznych. Przewijały się takie tematy jak palenie śmieci w piecach domowych czy recykling. Po napisaniu listów przekazywaliśmy je rodzicom. W ten sposób docieraliśmy do naszej grupy docelowej. Wykorzystaliśmy tu relację rodzic-dziecko. W przeciętnej rodzinie jest tak, że jak dziecko coś przynosi do domu, to rodzic się tym zainteresuje. Na to liczyliśmy. I tak się stało.

Górny Śląsk kiedyś był bardzo zanieczyszczony. Sytuacja bardzo się zmieniła, ale dalej wiele jest do zrobienia.

Pamiętam obraz familoków znikających w kłębach dymu, ale to jest przeszłość. Region przeszedł ogromną transformację w tym temacie. Mieszkając w Bielsku-Białej byłem niejako odcięty od tej szarzyzny. Aczkolwiek okazuje się, że jeśli mówimy o niskiej emisji, to ten problem bardzo dotyka Podbeskidzia. Według badań, w które miałem wgląd, obecnie bardzo zanieczyszczonym miastem jest Żywiec, a zaraz po nim jest Pszczyna. To wynika ze źle pojętej oszczędności. Ludzie palą w piecach kiepskiej jakości węglem, ponieważ taki jest najtańszy. Nie wspominając już o paleniu śmieci w piecach domowych. Wiele osób nie widzi związku z faktem, że takie spalanie wpływa bardzo na gorszy stan naszego zdrowia. To co zaoszczędzimy na ogrzewaniu mieszkania, wydamy później w aptece, na leki. Zresztą zdrowie mamy tylko jedno, jeśli o nie nie zadbamy to nawet zakupy w aptece nie pomogą. Zdrowie nie ma ceny, nie da się go kupić. Najbardziej narażone są dzieci. Jeśli one od małego oddychają skażonym powietrzem, jest duże prawdopodobieństwo, że później będą borykać się z różnymi chorobami, na chorobach nowotworowych kończąc.

To nas skłoniło do zorganizowania kampanii “Kochasz dzieci - nie pal śmieci”. Zorganizowaliśmy warsztaty w szkołach, gdzie edukowaliśmy młodzież pod kątem szkodliwości palenia śmieci. W kampanię zaangażowało się około 500 gmin. To była jedna z najbardziej rozpoznawalnych kampanii naszej fundacji.

Jest pan bardzo kreatywnym człowiekiem. Czy identyfikuje się pan ze Śląskiem?

Tu się urodziłem. Jestem stąd. Natomiast fundacja, której jestem prezesem ma taki profil działania, że jeżdżę po całej Polsce. Jesteśmy bardzo mobilną organizacją, prowadzimy akcje ekologiczne w największych miastach naszego kraju. Jednak, gdzie nie pojadę, moje serce jest w Bielsku. Uwielbiam jeździć na rowerze. Podbeskidzie to idealne miejsce na takie wycieczki. Nie byłbym sobą, jakbym nie wymyślił akcji ekologicznej, której motywem przewodnim będzie rower. Wystarczy zamienić samochód na rower i już oszczędzamy energię i pieniądze. Dzięki jeździe na rowerze ograniczamy emisję gazów prowadzących do niebezpiecznych zmian klimatycznych. Dodatkowo biorąc udział w naszym projekcie, można się było przyczynić do podarowania roweru potrzebującym dzieciom. Akcja "Rower pomaga" została zakończona wynikiem 1 200 000 przejechanych kilometrów, 27 000 osób wzięło w niej udział. Dzięki temu 60 dzieci otrzymało nowe rowery. W przyszłym roku wrócimy do tego projektu. Okazał się on strzałem w dziesiątkę.

Wracając do mojego trzeciego zawodu, w tych wszystkich projektach wykorzystuję umiejętności dziennikarskie. Dzięki temu łatwiej udaje mi się budować promocję związaną z poszczególnymi projektami. Wymaga to ode mnie sporo sprytu, ponieważ nie dysponujemy dużymi budżetami. Bardzo ważny jest dobry pomysł na kampanię, wtedy mając niewiele pieniędzy jesteśmy w stanie dotrzeć do sporej grupy ludzi.

Czy ma pan jakieś plany, które chciałby pan zrealizować w swoim regionie w najbliższym czasie?

W tym roku byłem na bardzo ciekawej imprezie rowerowej we Włoszech, gdzie ludzie się nie ścigali, tylko jeździli na starych rowerach. Celem było przejechanie trasy, muszę dodać, że niektóre trasy miały po 200 km, więc był to spory wyczyn. Odbywało się to w Toskanii, więc teren był trudny. Niemniej zjechali się ludzie z całej Europy, wszyscy uśmiechnięci, radośni, pomagający sobie nawzajem. Kiedy wróciłem do Polski, gdzie ludzie często mają do siebie pretensje o naprawdę błahe rzeczy, pomyślałem, że to dobry sposób na poprawienie relacji międzyludzkich. Będzie to także świetna promocja regionu. Myślę, że o ile nie w przyszłym roku, to za dwa lata do nas przyjadą uśmiechnięci europejczycy i zarażą nas pozytywną energią.

 

 

Galeria zdjęć Wojciech Owczarz fot. Barczyk



Komentarze