Waldemar Jan

Waldemar Jan fot. B. Barczyk

Od wielu lat związany z katowickim Nikiszowcem, który dzień po dniu rewitalizuje. Prezes Stowarzyszenia Fabryka Inicjatyw Lokalnych, współtwórca działających w jego ramach Centrum Aktywności Lokalnej i Centrum Zimbardo. Wspiera instytucje lokalne, regionalne i krajowe w rozsądnym podejściu do rozwoju społeczności lokalnych i rewitalizacji. Wciąż pełen zdziwienia, że to wszystko naprawdę się stało i pełen obaw, że ktoś kiedyś zapyta jak do tego doszło i będzie musiał się tłumaczyć. Marzyciel, który nigdy się nie poddaje. Waldemar Jan to kolejny ambasador akcji Śląskie. Tu pasuję.

Słyszałem, w jednym z wywiadów, że jesteś społecznikiem i marzycielem, z nastawieniem na tą drugą opcją. Jak to u Ciebie jest naprawdę?

Jestem człowiekiem, który ma swoje “ja” rozumiem pod tym określeniem sferę prywatną, ale jestem też osobą publiczną. Wszystko zależny od tego czy rozmawiamy o moim prywatnym życiu czy o tym, jak staram się pomagać innym ludziom.

Myślę, że tak do końca nie da się tych sfer oddzielić, może zapytam inaczej. Czy warto marzyć na Śląsku?

Gdyby nie marzenia, to nie wiem kim bym był i czy w ogóle bym był. Miejsce, w którym się spotkaliśmy czyli dzielnica robotnicza Nikiszowiec, to co się tu podziało, ta pozytywna przemiana to właśnie realizacja jednego z moich marzeń i jednocześnie „realizacja marzenia zbiorowego”.

Czasami myślę, że tu zdarzył się cud, może tak. Ale wiem na pewno, że marzenia pomagają w tym, że cuda mają miejsce.

Czy Śląsk sprzyja cudom?

Tak, Nikiszowiec został uznany za jeden z cudów na mapie Polski. Zresztą na samym Nikiszowcu dzieją się cuda. To miejsce jeszcze 10 lat temu pełne było ludzi smutnych i pełnych marazmu, ludzi którzy wstydzili się powiedzieć: “jestem z Nikiszowca”. Stało się tak ponieważ w latach 90 ta dzielnica upadła. Kiedyś był to spójny organizm. Pobliska kopalnia żywiła, wspierała ludzi. Do tego stopnia, że z kopalni były przelewane bezpośrednio pieniądze na czynsze mieszkaniowe. Nikt o tym nie musiał myśleć. W pewnym momencie to się skończyło, ludzie zostali pozostawieni na pastwę losu. Rożne zmiany gospodarcze i polityczne spowodowały wzrost problemów społecznych. Ta dzielnica była wtedy pięknym zabytkiem, którym nikt się nie interesował, poza garstką kilku pasjonatów.

Pamiętam opowieści ludzi, że kiedyś Nikiszowiec był jedną wielką rodziną. Dzieci często jadły u sąsiadów obiad, wszyscy o siebie dbali. Potem nastąpiły przemiany gospodarcze. Napłynęło tu sporo nowych ludzi. Nie wszyscy zaakceptowali ten stan rzeczy. Zrobiło się tu  niebezpiecznie. Czy tak było naprawdę?

Myślę, że nie było tu aż tak źle. Wiem o czy mówisz. Moja prababcia, która mieszkała na Bobrku, w familoku, miała wszystkie drzwi otwarte na oścież. Wspólna toaleta na półpiętrze lśniła.

Napływ nowych ludzi zawsze powoduje zmiany, ale nie zawsze to co nowe i co powoduje zmianę jest złe. To po prostu nowa sytuacja, w której wszyscy muszą umieć się odnaleźć.

Muszę powiedzieć, że po tych latach marazmu widzę bardzo dużo pozytywnych zmian.

Część osób przyjezdnych kiedy skończyła im się praca, wyjechała stąd, ale część została. Ci ludzie zasymilowali się, przejęli nawyki tych, którzy tu są od pokoleń. Dziś nie zauważam tu wyraźnego podziału na przyjezdnych i miejscowych. Jeśli ktoś sprawia problemy innym, to po prostu nie dorósł do pewnego poziomu niezależnie od tego, gdzie się urodził. Wszystko zależy od tego jakim się jest człowiekiem.

To porozmawiajmy o tych ludziach, którzy sprawili, że tak dzielnica odżyła. Ty jesteś jedną z osób, która zmotywowała do pozytywnego myślenia o miejscu, w którym mieszkają.

Ja tym motorem byłem parę lat temu. Dziś w znacznie większym stopniu robią to inni. Cieszy mnie to, że kiedy zauważam w działaniu tych nowych animatorów „kawałek mnie”, wiedzy, którą udało mi się przekazać. Dziś bardziej monitoruję to, co się dzieje, a może znowu szukam czegoś nowego, nowego miejsca dla siebie. Czekam na nowe marzenia.

Słyszałem, że przeszedłeś wielką metamorfozę. Pracowałeś przy biurku i czułeś, że potrzebujesz zmiany, że musisz zacząć robić coś dla innych, bo inaczej zmarnujesz swoje życie.

To jest jedno z tych marzeń, o które pytałeś. Od dawna czułem, że chce pracować z ludźmi, a nie siedzieć za biurkiem. Dla mnie robienie czegoś ważnego to przede wszystkim „porządkowanie świata”, który mnie i moich bliskich otacza, a nie tylko zarabianie pieniędzy. Lubię robić coś sensownego, lubię się specjalizować w danej dziedzinie, ale też jestem otwarty na wiedzę. Warto się uczyć całe życie. Kiedyś odnalazłem ścieżkę, której nazwa to organizowanie społeczności lokalnej. Chodziło dokładnie o budowanie lepszej jakości życia w miejscach, które są zaniedbane, gdzie więzy międzyludzkie są zepsute. Dziś dla mnie to po prostu rewitalizacja.

Wymarzyłem (to właśnie to moje pierwsze wielkie nikiszowieckie marzenie), że otworzę biuro na farze u księdza proboszcza. To miejsce, z którego wypływa dużo dobra. Miejsce ważne dla ludzi, które daje energię, dzięki której można działać. Po kilku latach tak się stało. Otworzyłem biuro na farze. Z jednej strony miałem okno z widokiem na ogród, a z drugiej drzwi otwarte na każdego człowieka. Zaprosiłem do współpracy Anię Solińską, z którą już wcześniej tworzyliśmy świetlicę środowiskową. Od tej pory wszystko co się podziało to już my, a nie ja. Od 2012 działamy już jako Stowarzyszenie FIL ze mną i Anią włącznie i wieloma innymi osobami.

To był strzał w dziesiątkę, nasze małe biuro szybko wypełniło się ludźmi. Pomogło to, że wcześniej w tej dzielnicy byłem pracownikiem socjalnym, a Ania po prostu jest stąd, zna rozumie to miejsce i kocha jak mało kto. Żeby pomóc ludziom w potrzebie korzystaliśmy ze wparcia osób, które dobrze znają problemy dzielnicy i mają dobry kontakt z ludźmi. Taką osobą był ksiądz proboszcz. Powiedziałem mu, że jest taki projekt, który pozwoli ludzi trochę bardziej zorganizować. Unia Europejska daje na ten cel fundusze. Ksiądz stwierdził, że jeśli dzięki temu jego parafianom będzie żyło się lepiej, to on zrobi wszystko, co w jego mocy i oddał mi jedno z pomieszczeń na farze, gdzie otworzyliśmy z Anią Centrum Aktywności Lokalnej w Nikiszowcu.

W 2000 r. zaanimowałem powstanie świetlicy dla dzieci, którą na początku też pomagałem prowadzić.

Ta świetlica była modelowym przykładem współdziałania miasta, szkoły i rożnych środowisk.

Dzieci mogły w niej dużo lepiej spędzić czas, niż bieganie samopas po osiedlu.

Wracając do momentu, kiedy otworzyliście Centrum Aktywności Lokalnej. Zanim zapełniło się ludźmi, musiałeś wykonać sporo pracy, żeby tak się stało.

Masz rację, musieliśmy do tych ludzi najpierw dotrzeć. To osiedle było wtedy zapomniane. Na szczęście w 2008 r obchodzono stulecie dzielnicy. Był to czas, kiedy o Nikiszowcu zaczęło robić się głośno. Mieszkańcy wtedy jeszcze nie mieli takiego zapału, wiary, że coś może się zmienić, ale dostali impuls. W mediach coraz więcej pisało się o tej dzielnicy, a mieszkańcy też chętnie zaczęli włączać się do dyskusji o Nikiszowcu.

Coraz więcej osób pojawiało się w naszym Centrum. Dzięki temu mogłem wybadać, jaki jest ich potencjał. Przy kawie i ciastkach z lokalnej piekarni zaczęliśmy rozmawiać o dzielnicy. Zaczęły kiełkować pierwsze pomysły jak zmienić to miejsce, żeby wszystkim było lepiej. Poznawaliśmy się nawzajem. To był długi proces, założyłem sobie, że na wymierne efekty będziemy wspólnie pracować wiele lat, chyba nawet wtedy nie bardzo mogłem sobie wyobrazić „końca” tej drogi. Dziś wiem, że może nie ma końca, bo zawsze coś się zmienia, coś kończy i coś zaczyna na nowo.

W mojej ocenie najgorsze co się stało na Nikiszowcu te dwadzieścia parę lat temu to nadanie łatki tej dzielnicy, jako miejsca niebezpiecznego, z brakiem perspektyw… Najgorsze było to, że ludzie tak często o tym słyszeli, że zaczęli tak myśleć.  Ten proces trzeba było powstrzymać. Chcieliśmy przypomnieć ludziom, że żyją na Śląsku. Miejscu, o bardzo bogatej kulturze, gdzie rodzina jest najważniejsza, gdzie etos pracy był kultywowany od wieków. Wystarczy sięgnąć do korzeni i przestawić swoje myślenie. Mam nadzieję, że udało nam się powstrzymać ten proces, a ludzie uwierzyli sobie i nam. I poczuli, że nie pojawiliśmy się w ich życiu tylko na chwilę.

Były też pomysły, które po konsultacji z mieszkańcami odrzuciliśmy, albo których nie udało się zrealizować. Ważna jest współpraca i wsłuchanie się w to, co mówią inni. Wtedy łatwiej zweryfikować, co jest dobre i co da się wspólnie zrobić.

Kolejnym marzeniem, które stało się faktem jest jarmark świąteczny. Zaczęło się od tego, że chcieliśmy pokazać światu, że Nikiszowiec to piękne miejsce, w którym mieszkają serdeczni ludzie, wystarczy tu przejechać, żeby się o tym przekonać. Pamiętam jak szukaliśmy  pomysłu na to, jak przyciągnąć do tego miejsca turystów. Padło na zorganizowanie kiermaszu świątecznego wzorowanego na niemieckich jarmarkach bożonarodzeniowych w samym centrum osiedla robotniczego, w którym będzie można kupić rękodzieło czy zjeść pyszny “chleb z tłustym” z lokalnej piekarni.

To był pierwszy wielki projekt wypracowany wspólnie z mieszkańcami, który sprawił, że ludzie, którzy tu przyjechali poczuli się jak w bajce. Jarmark stał się wielkim sukcesem i wizytówką Nikiszowca. Jest on jedną z najbardziej rozpoznawalnych imprez świątecznych w regionie. Od 2012r. Jarmark organizowany jest przez Stowarzyszenie Fabryka Inicjatyw Lokalnych, przy współpracy z mieszkańcami, instytucjami lokalnymi i innymi podmiotami. Choć zmienił się nieco jego charakter i rozmiar (i to bardzo) to jednak wciąż jest on realizowany w dużym stopniu społecznie. Od kilku lat pomaga nam młodzież z prowadzonego przez naszą organizację Centrum Zimbardo. Dziś Jarmark to pamiątka tej pozytywnej przemiany Nikiszowca, której autorami są ludzie – mieszkańcy i animatorzy. Ten sukces sprawił, że ludzie uwierzyli, że mieszkają w wyjątkowym miejscu. Obserwowałem jak ta świadomość społeczna rośnie. Powiem więcej - ten progres w pozytywnym myśleniu był za szybki. Trochę się wystraszyłem, ponieważ ludzie nie trawią tak szybkich zmian.

Czy ten sukces sprawił, że coraz więcej ludzi zaczęło angażować się w życie dzielnicy?

Tak , choć aktywność ma swoją sinusoidę – jest różna i zależy od wielu czynników. Ostatnio widać było duże zaangażowanie choćby podczas wyborów do rady dzielnicy. Bardzo dużo osób ubiegało się o to stanowisko. Mieliśmy w dzielnicy znakomita frekwencję wyborczą. W 2016r. bardzo dobrze wypadły wybory w ramach Budżetu Obywatelskiego, zarówno w zakresie sensowności wyborów głosujących jak i właśnie frekwencji, najwyższej w mieście.

Mamy wiele namacalnych dowodów na to, że jakość życia diametralnie się poprawiła. Jest bardzo czysto na ulicach, ludzie czują się bezpiecznie. Żeby ten stan rzeczy trwał, ludzi trzeba cały czas pobudzać do działania. Na szczęście jesteśmy na innym poziomie świadomości, można powiedzieć, że pewne procesy dzieją się już samoistnie.

Nikiszowiec stał się bardzo popularną dzielnicą. Nastała moda na to miejsce. Turyści zaczęli coraz liczniej tu się pojawiać . Wiele osób zaczęło też szukać tu mieszkań. Poczuli, że to jest dobre miejsce do życia.

Ludzie zawsze szukali miejsc, które mają potencjał, a Nikiszowiec ma dodatkowo duszę. To miejsce inne od wszystkich, wyjątkowe, tu można poczuć się jak w bajce. Takie miejsca już nie powstają. Teraz buduje się duże nowoczesne osiedla. Nikiszowiec to taki Śląsk w pigułce. Kiedy tu zamieszkasz możesz trafić na sąsiada, od pokoleń zakorzenionego w tradycji Śląska, jego historia możne stać się twoja. Możesz z tej relacji czerpać garściami, dostać gotowe, sprawdzone wzorce jak żyć, żeby być szczęśliwym człowiekiem.

Poza tym Nikiszowiec jest perłą architektury, kiedy powstał miał bardzo przemyślana i spójną strukturę. To od początku było wielkie dzieło urbanistyczne. Druga sprawa to fakt, że dzielnica jest dobrze skomunikowana z regionem. Bardzo łatwy dojazd do Krakowa czy na okoliczne lotniska nie zajmuje wiele czasu. To też atut tego miejsca.

Wracając do sukcesów. Rozmawialiśmy o jarmarku świątecznym, ale to nie jest przecież jedyny sukces.

Jarmark to jest pewien szkielet wielu historii, które się dzieją. Pierwsze lata jarmarku były procesem edukacji ludzi i tego, jak mają prowadzić dialog społeczny.

Innym dobrym przykładem na współdziałanie mieszkańców jest monitoring osiedla, który powstał dzięki ich zaangażowaniu. Monitoring pojawił się tu w 2010 roku. Przestępczość znacznie spadła, co ciekawe podziało się to nawet jeszcze przed uruchomieniem systemu. A więc system to tylko uzupełnienie działania ludzkiego, To ważne w działaniach rewitalizacyjnych – to moim zdaniem właściwa kolejność, najbardziej efektywna. Ciekawe jest to, że ludzie na imprezach promujących dzielnicę, takich jak jarmark, zbierali pieniądze na ten cel. To był kolejny etap rozwoju społeczności lokalnej. Mieszkańcy przekonali miasto Katowice, że warto ten monitoring rozbudować. Monitoring powstał ze środków unijnych, miasta i mieszkańców. Teraz ludzie mogą pójść na rynek, dotknąć masztu z kamerami i poczuć namacalny dowód własnych czynów.

Jesteś prezesem stowarzyszenia Fabryka Inicjatyw Lokalnych. To bardzo ciekawa nazwa. Co się za nią kryje?

Stowarzyszenie FIL to grupa ludzi specjalizująca się w działaniach rewitalizacyjnych, realizowanych wspólnie i dla społeczności lokalnych. Poza tym lubimy ze sobą pracować, choć jesteśmy bardzo różni, co dla osoby zarządzającej jest nie lada wyzwaniem. Lubimy też stare patronackie dzielnice i osiedla z „duszą” wymagające czasem reanimacji. Jednym z efektów naszego działania jest Centrum Zimbardo To miejsce stworzone dla młodzieży, która zgłaszała problem, że nie ma przestrzeni, w której mogliby się spotkać . Nazwa pochodzi od wybitnego psychologa Philipa Zimbardo, który odwiedzając Katowice dowiedział się, że na Nikiszowcu dzieje się wiele dobrego i postanowił zobaczyć to na własne oczy. W dużej mierze jego wizyta sprawiła, że mamy nasze Zimbardo. Obecnie jest to miejsce, w którym projektujemy i realizujemy działania rewitalizacyjne, edukacyjne i kulturalne, ale też wiele osób przychodzi tu po prostu odpocząć, spotkać się z sąsiadami. Stąd oprowadzamy wycieczki po dzielnicy, tu można kupić pamiątki związane z dzielnicą. Chciałbym, żeby było to miejsce, które pozwoli na realizację kolejnych marzeń ludzi, którzy je tworzą i odwiedzają.

Masz pomysł na kolejne projekty? Jak Ciebie słucham, to czuję, że Śląsk jest dobrą przestrzenią do tego, żeby się móc realizować.

Życzę sobie, żeby potencjał, który tkwi w mieszkańcach Nikiszowca, nie wygasł, żeby ludzie mogli korzystać z możliwości jakie daje to miejsce. Żeby mogli tu zarabiać pieniądze i godnie żyć.

Nikiszowiec cały czas się rozwija, przyjeżdża tu sporo turystów. Marzę o tym, żeby jak najwięcej ludzi stąd, ludzi którzy szanują, czują i rozumieją to miejsce, mają do niego emocjonalny stosunek, mogło z niego czerpać i skorzystać na jego potencjale. Kolejny projekt, który będziemy realizować ma zwiększyć poziom przedsiębiorczości, myślenia biznesowego mieszkańców, myślenia o własnym biznesie. Ludzi trzeba przygotować na nadchodzące zmiany. Kiedyś kopalnia była filarem dobrobytu, teraz trzeba fedrować w umysłach ludzi. Wydobywać na powierzchnię pomysły, które pozwolą nam cieszyć się ciągle rozwijającym się ukochanym Śląskiem.

 

Galeria zdjęć Waldemar Jan fot. B. Barczyk



Komentarze