Tukej historio w matczynym mleku

Czesław Żemła / fot. J. Rzechanek

Czesław „Buła” Żemła kultywuje i rozpowszechnia tradycje regionalne i gwarę śląską. Jego konikiem jest edukacja młodzieży i aktywizowanie społeczności lokalnej. Wymyśla i realizuje projekty związane z tożsamością lokalną. Jest muzykiem, malarzem, poetą, kabareciarzem, pasjonatem. Godo po naszymu!

- Dlaczego akurat działalność kulturalna z gwarą śląską w tle?

Może rozpocznę od motta zawartego w jednym z moich sonetów "Śląsku, moja łojcowizno. Tyś dobrymi ludźmi żyzno. Tukej historio w matczynym mleku. Do dzisiej trwo w nos prastaro gwara i do bytomskich strzelców się nuci. Tu familijo żyje od wieków. Szczęść Boże, dej Boże. Dej nom wiara, iż młody ptok, rod do gniozda wróci." I właśnie w tych sześciu wersetach zawarta jest filozofia, tego co robię. A robię to z miłości do Górnego Śląska. Dlatego wszędzie, gdzie mogę, propaguję tą naszą gwarę. Często wyjeżdżam na różne fajery, imprezy z moją kapelą podwórkową. Najbardziej żal, że nadeszły czasy, gdy wielu z nas - szczególnie młodych - musi ze Śląska wyjeżdżać. Stąd prośba do tego naszego Pana Boga "Szczęść Boże, dej Boże. Dej nom wiara, iż młody ptok, rod do gniozda wróci" - że ci, którzy wyjechali, mimo wszystko znajdą u nas takie warunki, że będzie im się żyło przynajmniej tak jak nam. Może nie zawsze było lekko, ale ja na nic nie narzekam.

- Kiedy odkryłeś w sobie artystyczną duszę?

Jeżeli chodzi o moje artystyczne zainteresowania, to zaczęło się to dopiero w wieku trzydziestu lat. Właściwie przez przypadek spotkałem Janusza Majewskiego (rybnickiego artystę), który zaszczepił we mnie ideę promowania Górnego Śląska poprzez własną twórczość. Od tego czasu zacząłem już tak na poważnie rzeźbić, malować, pisać, śpiewać i grać. W ten sposób zawęziłem tą swoją działalność do  szerzenia śląskości w tym gwary śląskiej. Ile mogę, tyle robię.

- Teraz działasz w Czerwionce-Leszczyny, tutaj w centrum informacji.

Patronat nad tą moją działalnością objął Miejski Ośrodek Kultury w Czerwionce-Leszczynach, który podlega władzom samorządowym gminy i miasta Czerwionka-Leszczyny. Dlatego z tego miejsca chcę bardzo serdecznie podziękować za możliwości, jakie daje mi Miejski Ośrodek Kultury. Ułatwia on rozmaite działania artystyczne. Dzięki temu już wkrótce tu na terenie zabytkowego osiedla patronackiego kopalni Dębińsko pojawią się moje rzeźby, które obecnie  są wystawione w niektórych miejscach naszego miasta.

- Swoje działania artystyczne kierujesz do różnych grup. Dziś na przykład do uczestników warsztatów terapii zajęciowej.

Muszę się na początku do czegoś przyznać. W wieku 15, 16, 17 lat wstydziłem się gwary. Teraz mi trochę ulżyło, że się publicznie do tego przyznałem (śmiech). Niestety gwara śląska powoli zanika, dlatego wszystkimi możliwymi sposobami staram się, aby promować ją przynajmniej w formie artystycznej różnorodnym grupom. Dlatego dzisiaj spotkałem się z podopiecznymi warsztatów terapii zajęciowej. Moim celem było zainteresowanie młodych ludzi legendami i berybojkami związanymi z Górnym Śląskiem.  Przykładowo opowiedziałem legendę o "Ramży”, czyli o lokalnym rabczyku rozbójniku. Do dzisiaj najwyższe wzniesienie w powiecie rybnickim nazywane jest właśnie "Ramżą" albo "Ramżulą". A jeśli chodzi o tą młodzież, to miło było widzieć na ich twarzach uśmiech i zadowolenie. Widocznie spodobały im się te opowieści.

- A zaczepiasz ludzi i pytasz, czy potrafią mówić gwarą, albo czy chcą posłuchać?

Może aż tak nie atakuję (śmiech). Zdarza mi się, że jak ktoś mówi językiem literackim, to dopytuję się, czy "nie umiesz tego powiedzieć po naszymu?" Pierwszą piosenką właśnie o tym napisałem: "Kożdy norod na świecie swoja mowa musi mieć. Dobrze wszyscy ło tym wiecie, trza dogodać przeca się. Starka to je oma co jej kiedyś starzyk pszoł, a starzyk to je opa co by teraz frelką chcioł." Najchętniej to bym opowiadał tekstami moich piosenek. Wykonuję je z Kapelą z Naszego Miasteczka. Nawiązujemy w stylistyce do elwrów – bezrobotnych muzykantów, którzy w ten sposób zarabiali na chleb w okresie międzywojennym.

- A jakbyś powiedział jedno zdanie językiem literackim, a potem to samo tak jak należy powiedzieć.

Może kontynuując treść tej śpiewki: "Nudle to makaron, zołza do klusek - sos. Proboszcz to je farosz, a kichol to je nos”.

- A jak wygląda sprawa przekazu tradycji i zaszczepiania tej miłości do Śląska w twoim domu?

Jeżeli chodzi o moją najbliższą rodzinę, to nic na siłę. Jak się godo, to się godo. Moja żona jest niegodająco, więc tak pół na pół. Niemniej jestem dumny, że moje dzieci znają gwarę. Wydaje mi się, że z całej kultury, tradycji Górnego Śląska najdłużej przetrwa ten relikt polszczyzny, który ostał się właśnie w naszej pięknej śląskiej gwarze.

- A jakie masz plany na przyszłość?

Te plany mogę wyrazić tak: "Ni ma leko na tej ziemi, kożdy dobrze ło tym wie. Nic nom życio nie łodmieni tak jak muzyka i śpiew." I to właśnie będę robił. Twórczość literacko-muzyczna najbardziej mnie pociąga. Dlatego poprzez tą twórczość chciałbym wzruszać i sprawiać, że stajemy się lepszymi ludźmi.


Galeria zdjęć Czesław Żemła / fot. J. Rzechanek Czesław Żemła / fot. J. Rzechanek

data: 2018-01-05


Komentarze