Przemo Łukasik

Przemo Łukasik fot. GONG

Bytomianin, architekt, twórca słynnej pracowni Medusa Group. Twórca Bolko Loftu, znanego na całym świecie budynku postindustrialnego. Czemu nie Paryż, Berlin, Nowy Jork i Jamajka? Dlatego, że te miejsca są osiągalne ze Śląska - mówi Przemo Łukasik, założyciel interdyscyplinarnego studia projektowego Medusa Group. W jego opinii architektura musi być zwierciadłem czasów, w których żyjemy. Przekonajcie się, gdzie znajduje to odbicie w naszym województwie.

Gdzie jesteśmy, jak nazywa się firma, czym się zajmujecie?

Jesteśmy w pracowni projektowej Medusa Group. Zajmujemy się nie tylko architekturą, staramy się troszeczkę przesuwać nawiasy, które ją ograniczają. Pracujemy tu w Bytomiu od kilkunastu lat.

Czemu akurat Śląskie, czemu nie Nowy Jork, Paryż, Tokio, Jamajka?

Przede wszystkim dlatego, że tu się urodziliśmy i wychowaliśmy. To taka może banalna historia, ale autentyczna. Czemu nie Paryż, Berlin, Nowy Jork i Jamajka? Dlatego, że te miejsca są osiągalne ze Śląska i do tych miejsc rzeczywiście już jeździmy, nadzorując jakieś swoje własne inwestycje, stąd też, wydaje nam się, że Śląsk dysponuje takim potencjałem, żeby stąd rzeczywiście jakby z takiego drugiego planu atakować te miejsca, które uważamy za coś ważnego, wybitnego. Jest nam tutaj też wygodniej, dobrze się tutaj czujemy.

Powiedz coś o tym potencjale, co sprawia, że rzeczywiście takich firm jak wasza w różnych obszarach jest więcej, co TU jest takiego specjalnego, co sprawia, że mamy tę energię, ten napęd do tego, by podbijać świat?

Wiesz, ja nie wiem, czy jest coś takiego super specjalnego, wybitnego. Nie chciałbym tego jakoś przesadnie komplementować. Ja myślę, że Śląsk jest ciągle tym, czym był do tej pory, tzn. to jest miejsce, które powstawało przede wszystkim w oparciu o pewien potencjał technologiczny i ciągle budowane było przez ludzi, przez ich zapał, chęć zmieniania, odkrywania i rozwijania różnych rzeczy i tak jest do dzisiaj. Myślę, że tak będzie w przyszłości. Dalej uważam, że wartością są tutaj ludzie i tak samo w naszej pracowni uważamy. Zresztą sama nazwa Medusa Group bazuje na tych dwóch członach - ta druga część związana z ludźmi, grupą, jest dla nas bardzo istotna. To przecież nie ja, nie Łukasz Zagała prowadzimy wszystkie projekty i je wymyślamy, tylko pracujemy ciągle w grupach. W grupach naszych architektów, ale również posiłkujemy się naszymi partnerami branżowymi, konsultujemy to czasami z artystami, socjologami, stąd też ciągle myślę, że ten potencjał tkwi w ludziach. Myślę jednak, że ci ludzie są o tyle inni, myślę, że niespecjalnie bardziej pracowici niż, nie wiem, górale czy rybacy, ale przede wszystkim są bardziej otwarci, tzn. ich myślenie jest takie mniej szablonowe - szukają ciągle jakichś nowych rozwiązań. Tu upatrywałbym czegoś, co jest takie dla mnie przynajmniej szczególne i rozpoznawalne, chociaż trudno powiedzieć to z pozycji człowieka, który tu cały czas jest i się wychował. Jest coś takiego, że dla mnie Śląsk i Ślązak to nie jest człowiek, który w tę przysłowiową niedzielę je modrą kapustę z roladą. To jest człowiek, który przede wszystkim poza tym, że ciężko pracuje, opiera się o takie proste zasady, taki pragmatyzm, taką powściągliwość, taką oszczędność.  Powiedziałbym, że trochę jak w maratonie - musisz te siły odpowiednio rozłożyć, żeby go ukończyć. Tutaj tak rzeczywiście jest. Ten pragmatyzm od samego początku kształtował i te fabryki, następnie miasta. To nie powstawało w jakimś takim zaplanowanym celu. Planowała to gospodarka, planował to rozwój przemysłu i ciągle nie zamykano tego potencjału. Fabryka musiała mieć możliwość kolejnego rozwoju, stąd też architektura, która musiała śledzić te tendencje. I tak powstawały te obiekty, które dziś uważamy za wybitne, poprzemysłowe, z pięknej cegły. Te dzisiejsze, współczesne przemysłowe wyglądają troszeczkę inaczej. Posługują się nową technologią, nowymi rozwiązaniami, ale ciągle są otwarte na zmiany. Taki jest świat współczesny.

A co z architekturą? Region taki, który ma swoją ewidentną historię, związaną z przemysłem, z rewolucją przemysłową, a dzisiaj rozwijające się w zupełnie nowych kierunkach. Jaki to ma wpływ na zmiany architektoniczne w województwie śląskim?

Ja myślę, że ciągle aktualne jest hasło, że architektura, przynajmniej ta współczesna i w mojej definicji, powinna być zwierciadłem czasów, w których żyjemy. Stąd też uważam, widzę i ciągle zauważam jakieś związki pomiędzy tą historią, przeszłością, która rozwijała ten region, całe śląskie województwo i rozwija je nadal, pomimo tego, że wiele rzeczy się zmieniło. Przechodzimy przez okresy pewnego boomu, stagnacji, kryzysu wręcz, ale ciągle szukamy tych nowych rozwiązań, jej szans. Architektura kroczy za tym przez cały czas. Ona rzeczywiście jest tym odbiciem tego, co się w społeczeństwie dzieje. Podstawową rolą architekta jest to, żeby to społeczeństwo obserwować, nie podglądać, ale obserwować, by wyciągać z tego określone wnioski. Musimy zawsze patrzeć, czy naszym projektem w jakiś sposób zmieniamy tę rzeczywistość, ułatwiamy jej odbiór, funkcjonowanie człowieka i społeczeństwa w nim. To jest dynamizm, który się rozwija, czasami troszeczkę gaśnie, czasami jest niezauważany przez inwestorów. To jest chyba największą bolączką, którą ja obserwuję, że potencjał jest ciągle tutaj wręcz bardzo wyraźny, a inwestorzy ciągle jednak szukają łatwiejszych rozwiązań, czyli stolicy albo miast, w których ten potencjał narzuca się sam z siebie. W tej chwili to dosyć mocno się zmienia. Widać, że inwestycje i inwestorzy przychodzą, w ślad za tym przychodzi architektura, która jeszcze w jakiś sposób pomaga w budowaniu fabryk, budowaniu biurowców, parków biurowych czy obiektów mieszkaniowych, które towarzyszą tego typu inwestycjom. Architektura śląska zawsze była nowoczesna, zawsze była współczesna, stroniła od takich zbytków, dekoracji, blichtru. Ona miała być praktyczna i myślę, że tej zasadzie my chcielibyśmy być ciągle wierni. Staramy się to w taki sposób rozwiązywać, że słowo mniej oznaczało niewiele, ale ciągle dawało jakiś potencjał jakiejś interpretacji. Posługujemy się współczesną technologią, taką jak kiedyś stosowano. Ona ograniczała się kiedyś do cegły, dzisiaj są to zdecydowanie większe fragmenty prefabrykatów. Ta śląska architektura też jest ciekawa, bo dla architektury zawsze ważny jest kontekst. Ona nigdy nie powstaje w oderwaniu od człowieka, dla którego budujemy i projektujemy, ale nie powstaje również w oderwaniu od szerszego kontekstu - krajobrazu, kultury. Województwo śląskie, zawsze i to niezależnie od tego, w którym miejscu województwa byśmy się znaleźli, reprezentowane jest przez pewne cechy charakterystyczne. Ja wychowałem się tutaj na Górnym Śląsku bezpośrednio, w Bytomiu. Dla mnie to wszystko, co mnie otaczało, na czym się wychowałem, czyli ta przysłowiowa zardzewiała blacha, kratownica, fragmenty bruku czy betonu, rur, które przebiegały nad ulicami, to jest coś, w co ja się bawiłem, w czym dorastałem jako młodzieniec, dlatego dzisiaj prawdopodobnie troszeczkę łatwiej mi mówić o czymś, co dla ludzi spoza województwa śląskiego jest czymś brutalnym, dziwnym, mało łagodnym. Oni zawsze uwielbiają słowo ciepłe, a my jesteśmy po prostu naturalni i łatwiej nam operować takimi środkami, łatwo nam zestawiać rzeczy drogie z ubogimi, ciepłe z zimnym, to są nuty, na które od samego początku dziś gramy.

Co takiego ciekawego dzieje się w architekturze Śląskiego, gdybyś mógł podać konkretne przykłady - zarówno małe jak i duże, dotyczące ciekawej rewitalizacji, ale też dużych inwestycji. Z Twojego punktu widzenia - co jest zauważalne na naszej mapie?

Wiesz, ja wspominałem wcześniej o tym, że architektura śląska, a tak naprawdę Śląsk, województwo śląskie jest coraz bardziej zauważalne przez dużych inwestorów. Takich inwestorów, których potrzebuje miasto, społeczeństwo i za którymi również tęskni architekt. Dużo jednak zależy od samego miasta, czy jest przygotowane na przyjmowanie tego typu inwestycji. Myślę tutaj o takich typowych działaniach przez pisanie planów miejscowych, które mówią - te tereny chcemy, żeby rozwijały się w taki a nie inny sposób, to jest tzw. polityka przestrzenna. Województwo śląskie próbuje to robić w zależności od tego, w jakiej jesteśmy gminie. W samym centrum Katowic od pewnego czasu postawiono sobie za cel zrewitalizowanie obiektów czy terenów poprzemysłowych w ścisłym centrum miasta, tworząc tzw. oś kultury. Na początku wydawało się, że jest to pewna historia, która nie będzie miała dobrego finału. Widać dzisiaj, że te obiekty sukcesywnie powstawały, bo trzeba było oczywiście cierpliwości wśród mieszkańców, wśród radnych miasta, ale te obiekty już są. Nie służą tylko tym, którzy wchodzą do nich do środka, ale każdy z nich z osobna tworzy pewną ciekawą strukturę przestrzeni publicznych, z których korzystają dzieci, dorośli, babcie, które przychodzą z dziećmi na spacery. To jest już rzecz, którą nie tyle trzeba specjalnie wskazywać, bo mieszkańcy sami ją rozumieją, sami ją czytają. Ona jest dostępna. To są obiekty, które właśnie za tymi, które powstawały pierwsze - bo przecież pierwsze zawsze powstają obiekty komercyjne, przynoszą najczęściej potencjał finansowy - natomiast obiekty kultury są tymi, które w jakiś sposób bazują na pewnej stracie, ale ich zysk jest niewymienny, bo gdzieś kształtuje się w głowach ludzi i tam rozwija. Stąd też przyszedł na nie czas i mamy takie miejsca jak NOSPR, mamy przepiękne i funkcjonalne Muzeum Śląskie, mamy Centrum Kongresowe koło Spodka, mamy sam Spodek, który w pewnym sensie może i bardziej przypadkowo rozpoczął tę oś kultury. Widać dzisiaj, że jest to jakaś spójna kompozycja, która moim zdaniem przyniesie kolejne inwestycje, które na jej obszarze zaczną dopełniać, dogęszczać to miasto, bo miasto musi się ciągle zmieniać. To jest organizm, który nie znosi pustki, nie znosi próżni i każda pusta przestrzeń jest momentalnie wykorzystywana.

Zatrudniacie około 70 osób, więc masz już wgląd w tę tkankę ludzką. Czym charakteryzują się ludzie stąd, z tego regionu. Jak to odczuwasz? Zarówno ci z Twojego pokolenia, jak i ten młody narybek, z którym również masz kontakt.

Rzeczywiście zatrudniamy ponad 70 pracowników, architektów. To są nasi współpracownicy bardziej niż pracownicy, koledzy, bo tak chcielibyśmy swoją firmę budować, tak chcielibyśmy ją widzieć, na zasadach czystej partnerskiej współpracy, nie na zasadzie mistrza, wyrobnika, asystenta. Ci młodzi ludzie, którzy przychodzą do nas do pracy, a muszę przyznać, że duża większość z nich to ludzie, którzy przychodzili do nas jeszcze w czasie studiów na praktyki, zostawali na wakacje, przychodzili konsultować projekty konkursowe, które robili w czasie studiów, to często z nimi dzisiaj tworzymy kolejne zespoły projektowe. Niektórzy z nich są partnerami w naszej firmie. Chyba cechą, którą mógłbym uznać za taką może subiektywnie przeze mnie zauważalną, jest cecha związana z taką otwartością, otwartością na myślenie, szukanie ciągle jakiegoś rozwiązania. To nie chodzi o jakieś reinterpretowanie czy to przepisów, czy wymogów prawnych, które są nam stawiane przez urzędy, ale ciągłe szukanie nowych rozwiązań takich, które ułatwiają naszym inwestorom funkcjonowanie w obiektach, które dla nich projektujemy. Projektujemy przede wszystkim obiekty, których użytkowników do końca nie znamy, bo są to przede wszystkim obiekty mieszkaniowe, wielorodzinne. Nie znamy rodzin, które rzeczywiście się do nich wprowadzą, musimy szukać rozwiązań dla rodzin dwudzietnych, dla singli, dla mniejszych budżetów, dla większych budżetów, z miejscami potencjalnych parkingów lub nie. Projektujemy obiekty biurowe, których użytkowników działalności nie znamy, potencjału ludzkiego, który będzie zagospodarowywał te przestrzenie. To są takie dosyć duże znaki zapytania. Kłopotem w tym wszystkim jest to, żeby znaleźć takie rozwiązania, które inwestorowi w przyszłości nie zamknie drogi na rynku na konkurowanie z ich konkurencją. To jest coś, z czym się tak naprawdę zmagamy, ta otwartość w myśleniu, poszukiwanie nowych rozwiązań jest taką wartością, która jest powiedziałbym dla mnie dosyć ważną i którą widzę w ludziach, z którymi współpracuję.

Możesz powiedzieć, że Śląskie jest dobrym miejscem dla rozwoju architekta?

Przez pewien czas można było myśleć, że Śląsk nie jest dobrym miejscem na rozwój architekta. Oczywiście, jeżeli chodzi o kwestię edukacji, wszyscy w Polsce uważają, że jest to najlepsze miejsce na kształcenie architektów. Śląska szkoła architektury - Politechnika Śląska jest ciągle traktowana jako jedna z najlepszych w Polsce. Natomiast architekt do rozwoju potrzebuje inwestycji, potrzebuje miejsca, w którym się sprawdzi, tego prawdziwego poligonu, prócz szkoły to tam zdobywa swoje doświadczenie, dokształca się, praktycznie codziennie. Patrząc na naszą działalność, jaką prowadziliśmy przez długi okres, większość inwestycji rozwijaliśmy poza obszarem naszego województwa - jeździliśmy do Krakowa, do Wrocławia, jeździliśmy do Poznania, a nawet Gdańska czy Gdyni w poszukiwaniu zleceń. W tej chwili siedzimy nad projektami w Łodzi, Warszawie, a nawet, tak jak powiedziałem, zdarza nam się lecieć do Londynu, Nowego Jorku czy na Jamajkę. To było coś, co troszeczkę nas martwiło. Byliśmy graczami takiego drugiego planu i atakowaliśmy z zewnątrz te ośrodki, w których najczęściej już grupy architektów działały od dawna. Byliśmy takimi outsiderami, ale od kilku lat zaczynami obserwować sytuację, w której coraz więcej inwestycji projektujemy u nas już w województwie śląskim. Nie koncentruje się to tylko w centralnych ośrodkach typu Katowice. Projektujemy w Radzionkowie, projektujemy w Gliwicach, więc to nie są takie oczywiste miejsca, które każdy człowiek z zewnątrz wymieniłby od razu. Widzimy, że ta praca na Śląsku coraz bardziej się rozwija i niektórzy architekci, którzy pojechali do Warszawy za chlebem, za pracą, za biurkiem do pracy, wracają tutaj z powrotem, bo prawdopodobnie lepiej im tu się żyje. Może trochę taniej, może Śląsk, który ciągle kojarzy się z brudnym zadymionym, a odkrywany jest na nowo. Widać jasno, że tych przestrzeni zielonych jest bardzo dużo. Widać aktywność grup społecznych, które próbują sobie przyporządkować tę przestrzeń i tworzą ją w taki sposób, by było nam wygodnie żyć, pić kawę, chodzić na różnego rodzaju spektakle, niedzielne śniadania, biotargi. To jest coś, co powstaje poza architektem, urzędem, miastem, tworzą to ludzie. Widać, że ciągle w tym jest niewygospodarowany do końca potencjał. 

 

Galeria zdjęć Przemo Łukasik fot. GONG



Komentarze