Mirosław Górka

Mirosław Górka / fot. Barczyk

Społecznik, związany z Niedobczycami, dzielnicą Rybnika. Pracownik Ośrodka Pomocy Społecznej. Autor wielokrotnie nagradzanych projektów społecznych. Stypendysta programu “Doktoranci dla Innowacji”. W czasie wolnym działa w Grupie Nieformalnej T: RAF, prowadzi też serwis trafrybnik.pl

Zajmujesz się rewitalizacją społeczną. Słyszałem o rewitalizacji budynków, ale jak się rewitalizuje ludzi?

To długi proces, chodzi o podejmowanie spójnych decyzji oraz zintegrowanych działań, które wyrównają szanse tych, którzy mieli mniej szczęścia. Krótko mówiąc to inwestycja w ludzi, próba pobudzenia ich do działania, przy wsparciu różnych organizacji społecznych. Chodzi o wyrównanie dysproporcji jakości życia, poprzez integrację społeczną.

Nadal brzmi to wszystko dość tajemniczo. Może podaj konkretny przykład jak to wygląda w praktyce.

To bardzo proste. Ja kocham ludzi, lubię ich spotykać, lubię z nimi rozmawiać. Ważne, żeby dobrze wsłuchać się w to, co mówią. Wtedy można poznać ich problemy i im pomóc. W 2003 roku zacząłem pracę z bezdomnymi. Trafiłem do Schroniska im. św. Alberta. Poza pracą typowo opiekuńczą i wspierającą w wyjściu na prostą, współtworzyłem drużynę piłki nożnej ulicznej. Zdobyliśmy z naszymi podopiecznymi z tuzin nagród i wyróżnień. Część chłopaków reprezentowała nasz kraj na mistrzostwach świata ludzi bezdomnych w Austrii, RPA, w Szkocji.

Jak to możliwe, że tak biedni ludzi mogli zwiedzić z piłką cały świat? Trudno w to uwierzyć.

Ja byłem tylko jedną z osób, która im pomogła w realizacji marzeń tych ludzi. Nad tego typu projektem pracowała cała grupa społeczników. Efekt był zdumiewający, wszyscy “piłkarze” usamodzielnili się. Odnaleźli nowe życie. Sport był dla nich formą terapii. Uczyliśmy ich systematyczności i punktualności. Dla bezdomnego czas jest abstrakcją. Pokazaliśmy im, że dzięki ciężkiej pracy można coś osiągnąć. Oni wyjeżdżali na zawody piłkarskie, grali, byli podziwiani. To sprawiło że poczuli swoją wartość, wszyscy znaleźli zatrudnienie. Dzięki temu usamodzielnili się. Jeden z nich nawet ożenił się. Na jednym z meczów wyjazdowych o ile dobrze pamiętam, w Austrii - poznał swoja drugą połówkę.

Widzisz duży sens w tym co robisz. Pokazujesz, że ludziom można pomagać.

Tak, zgadza się. Można ludziom pomagać, ale to nie może być tak - jak często się dzieje - że kończy się projekt, a co za tym idzie jego finansowanie. Żeby ta praca przyniosła właściwe efekty- musi ona zakładać działania długofalowe. To jest tak samo jak z rewitalizacją. Zawsze powtarzam, co z tego że np. miasto wyremontuje familoki i wszystko będzie pięknie wyglądać. Serce takiego osiedla, to ludzie którzy tam mieszkają. Jeśli oni nie poczują, że to dla nich, to nie będą o to dbali i wszystko pójdzie na marne. Trzeba uświadamiać ludzi, że to jest dobro wspólne. Muszą się przestawić z myślenia “moje” na “nasze”. W szerszej skali Śląsk jest naszym dobrem wspólnym.

Można powiedzieć, że twoja praca zmieniała na lepsze życie wielu ludzi.

Myślę, że tak. Mam szczęście do ludzi, ale to wynika też z tego, że ja do wszystkich podchodzę z pozytywnym nastawieniem. Ważne, żeby - będąc społecznikiem - wychodzić do ludzi. Nie da się tego zrobić z pozycji biurka i ekranu monitora. Mam takie powiedzenie, że trzeba być “uchem przy bruku”. Kiedy pracowałem z bezdomnymi wchodziłem za nimi do kanałów czy pustostanów. Żeby zrozumieć tych ludzi, trzeba poznać miejsce, w którym oni żyją. Inaczej się ich w pełni nie zrozumie.

W mojej pracy pomocna jest też świadomość, jak ważną misję ma do zrealizowania pracownik społeczny. W takich krajach jak Norwegia czy UK taki pracownik to jeden z najbardziej poważanych zawodów. W Polsce to myślenie bardzo kuleje, ludzie nie wiedzą, jak ważną rolę mamy do spełnienia.

Dlaczego postanowiłeś pracować tu na Śląsku ? Takie miasta jak Warszawa, w ogólnej opinii, dają o wiele większe możliwości rozwinięcia kariery zawodowej.

Tu jest mój dom rodzinny, stąd pochodzą moi rodzice. Dzięki temu czuje wsparcie rodziny, to bardzo ważne. Moja mama pracowała na kopalni, mój tata był kolejarzem. To oni wszczepili mi otwartość na innych ludzi. Rodzice zabierali mnie na wycieczki krajoznawcze po naszym regionie. Ja teraz zabieram swoje dzieci w te miejsca. Dzięki temu one wiedza skąd są, jaka jest historia miejsca, w którym dorastają. Uważam, że musimy inwestować w dzieci. Wtedy będzie dobrze na Śląsku. To musi być wspólna praca rodziców, dziadków, ale też nauczycieli w szkole.

Udało się wprowadzić w Rybniku edukację regionalną. Dzieci na tak zwanych lekcjach prezydenckich uczą się - poprzez różne gry i zabawy - historii naszego regionu. To one będą nośnikiem tej wiedzy dla przyszłych pokoleń. Nie wolno tego przerwać, żeby nie zatracić naszej tożsamości.

Powiedz, czym to miejsc, w którym mieszkasz, rożni się od innych?

Fascynuje mnie różnorodność na Śląsku. Tu przeplatają się rożne kultury, obyczaje. Śląsk mieszkańcom innych regionów kojarzy się z fabrykami, kopalniami, hutami czy przemysłem ciężkim. Wbrew pozorom mamy mnóstwo zieleni. Wystarczy tu przyjechać, żeby się o tym przekonać. Jest tu mnóstwo miejsc, które warto odwiedzić. Są tu muzea, które kiedyś mocno osadzone były w historii przemysłowej jak np. Kopalnia Guido, ale równie dobrze można pójść nad jezioro rybnickie i popływać na żaglówkach.

Kusząca jest też bliskość granicy z Czechami i Słowacją.

Żeby zobaczyć jak pięknie jest wokoło wystarczy wejść na pobliską hałdę. Stąd widać cały świat, trzeba tylko daleko patrzeć. Właśnie trzeba patrzeć szeroko, ale warto wyjść z perspektywy człowieka, rodziny. Wtedy czuje się to przywiązanie do naszej ziemi i można o niej z dumą mówić poza granicami regionu.

Kiedy stoi się na hałdzie, perspektywa staje się szersza i wszystko wydaje się możliwe.

Tak, kiedy wdrapiesz się na hałdę świat wygląda piękniej. Przy dobrej pogodzie z hałdy byłej kopalni KWK Rymer widać Beskidy, a nawet Tatry. To dobre miejsce na zebranie myśli. Z takimi widokami w tle lepiej się marzy, a potem te marzenia przekłuwa w czyny.

Niedawno naszą dzielnicę Niedobczyce odwiedziła Pierwsza Dama Agata Kornhauser-Duda. Wszystko zaczęło się od pomysłu, żeby dzieci napisały listy, w których w obiektywny sposób opiszą swoją dzielnicę. Miały napisać, co im się podoba, a co nie. Z czego są dumne, co im przeszkadza. Uczniowie Zespołu Szkół nr 5 w Niedobczycach napisali 170 listów. Wszystkie zaadresowane były do Pierwszej Damy, która przyjęła zaproszenie i przyjechała do nas. Głównym punktem wizyty była gra miejska, w trakcie której uczestnicy musieli tłumaczyć śląskie słowa, śpiewać śląskie piosenki, były także pytanie dotyczące historii dzielnicy. Okazało się, że Agata Kornhauser-Duda, ma także śląskie korzenie. Jej ojciec pochodzi z Gliwic, a babcia z Chorzowa.

W ubiegłym roku, w sąsiedniej dzielnicy (Niewiadom) był rzecznik praw dziecka, Marek Michalak. W ten sposób odpowiedział na pocztówkowe zaproszenie jednej z dziewczynek, które korzystają ze wsparcia Świetlicy Środowiskowej.

To musiało być wielkie wydarzenie, ale wróćmy do ludzi, którym pomagasz. Wśród nich są osoby niepełnosprawne.

Jak już wspominałem pracuję w OPS. Moją specjalnością jest pisanie projektów, które pomogą takim ludziom, w poruszaniu się w przestrzeni publicznej. Ważne, żeby miasto było przyjazne dla wszystkich, a więc i dla osób niepełnosprawnych. Tak na prawdę pomóc może każdy. Czasem wystarczą proste gesty. Nie bójmy się ludzi. Kiedy widzimy np. osobę niewidomą. Warto czasem do niej podejść i zapytać, czy nie potrzebuje pomocy. To może chodzi o tak prozaiczna sprawę, jak przeprowadzenie na druga stronę ulicy. Między innymi dzięki moim działaniom, centrum handlowe Plaza z Rybnika, jako pierwsza w Polsce oznakowało tafle szklane elementami kontrastowymi dla osób słabowidzących. Dzięki temu przestrzeń publiczna stała się bardziej przyjazna dla takich osób.

Napisałeś wiele projektów, które pomogły ludziom stanąć na nogi. Mam wrażenie, że to co robisz, to nie jest praca tylko pasja, którą rozwijasz.

Na pewno to bardzo pomaga. Lubię wyzwania. Skupiam się na projektach, które wymagają kreatywności, ale też strategicznego myślenia. Takiego, które da najlepsze rozwiązania i połączy wielu partnerów. Sztandarowym przykładem jest “T: RAF - Twój: Rozwój Aktywność Forma”. Była to inicjatywa, która łączy Miasto Rybnik, Ośrodek Pomocy Społecznej z organizacjami pozarządowymi. Celem projektu była aktywizacja młodych ludzi na płaszczyźnie społecznej, jak i zawodowej. Chodzi głównie o osoby zagrożone wykluczeniem społecznym.

Ważnym elementem tego projektu było dotarcie do młodych ludzi. Zdawałem sobie sprawę, że tak zwane “gadające głowy” nie przekonają młodych ludzi. Trzeba było ich czymś zainteresować. Zaczęliśmy z nimi grać w piłkę nożną. Potem zabraliśmy ich na stadion Śląska Wrocław. Dzięki temu dzieci zobaczyły, że jest coś więcej niż dwa kluby piłkarskie, których kibice wzajemnie się nienawidzą. W ramach tego projektu zaczęliśmy też z dziećmi pisać kartki pocztowe. W czasie kiedy sporą cześć swojego życia spędzają one przy komputerze, było to nie lada wyzwanie. Okazało się, że młodzi świetnie poruszają się w świecie wirtualnym, ale kartek pocztowych nie znają. Była to ciekawa lekcja historii. Na marginesie mogę wspomnieć, że ostatnia karta pocztowa z Niedobczyc została wydrukowana prawie 30 lat temu.

Napisałeś sporo projektów społecznych. Czego dowiedziałeś się o ludziach stąd?

Uważam, że na Śląsku stawia się na rodzinę. Ona jest filarem, na którym opiera się nasze życie. Do takich wniosków doszliśmy robiąc badania społeczne w czterech dzielnicach Rybnika, gdzie pytaliśmy o sytuacje domową, o rodzinę, o więzi. Wyniki tych badań dały bardzo pozytywny obraz. Okazało się, że ludzie są dumni z tego, że mieszkają tu, na Śląsku. Bardzo ufają rodzinie i najbliższemu otoczeniu. Tradycje rodzinne zostały zachowane.

Śląsk to wyjątkowy region, pełen kontrastów, bardzo zróżnicowany, ale to stanowi o jego sile. Największym bogactwem tego miejsca są ludzie.

 

Galeria zdjęć Mirosław Górka / fot. Barczyk



Komentarze