Kocham to miasto

Stanisław Wyciszczak / fot. J. Rzechanek

Stanisław Wyciszczak jak nikt inny zna historię Tarnowskich Gór i jego zabytki.  Jego dewizą jest miłość do rodzinnego miasta i szacunek dla człowieka. Od samego początku związany ze Stowarzyszeniem Miłośników Ziemi Tarnogórskiej, autor pierwszego, wydanego w 1975 roku „Przewodnika historycznego”. Organizuje słynne „Czwartki Tarnogórskie”. Przyczynił się do wpisania miasta na listę UNESCO.

- Panie Stanisławie, proszę opowiedzieć jak  właściwie zaczęła się Pana przygoda ze Stowarzyszeniem Miłośników Ziemi Tarnogórskiej?

Właściwie to historia zaczyna się od zapoznania z „Kroniką miasta i powiatu Tarnowskie Góry” z 1927 roku autorstwa Jana Nowaka. Ponieważ urodziłem się i wychowałem w tym mieście  oczywistym było, że jeśli będę mógł wstąpić do jakiejś organizacji reprezentującej ziemię tarnogórską, to na pewno to uczynię. Za namową Bolesława Lubosza -  literata i poety - tak też zrobiłem. Był rok 1953. 19 marca wszedłem w skład komitetu do spraw historii zabytków ziemi tarnogórskiej. Było nas tam siedemnastu i zostałem tylko ja sam, reszta już odeszła. Z tych siedemnastu… teraz zostałem  jedynie ja…

- Czyli wszystko wzięło się z miłości do miasta?

Tak. Jestem tarnogórzaninem i kocham to miasto. Jestem z nim związany również poprzez działalność mojej mamy, która była pierwszą kobietą w radzie miejskiej przed wojną i mocno interesowała się  działalnością  charytatywną. Ja po prostu przejąłem po niej  tą działalność społeczną na rzecz miasta i lokalnych społeczności. Jako, że mam wykształcenie pedagogiczne to zawsze starałem się zaznajomić ludzi z  historią Tarnowskich Gór zwłaszcza, że mają wspaniałą, XVI wieczną tradycję związaną z górnictwem. Zresztą zawsze mnie  to  pasjonowało. Jak mówią znajomi, w tym byłem po prostu dobry. Zorganizowałem tutaj już przeszło 320 spotkań czwartkowych, 46 konferencji i sesji naukowych poświęconych historii miasta. Jestem ostatnim przewodnikiem po "Sztolni Czarnego Pstrąga".  Było nas tam sześciu, i znowu teraz zostałem ja sam…

- A oprócz historii co jeszcze Pana interesowało?

W pewnym momencie zainteresowałem się również działalnością turystyczną. Opracowałem pierwszy przewodnik po Tarnowskich Górach i nowy przewodnik, który ma 4 edycje w nakładzie przeszło 35 tysięcy egzemplarzy. Przewodnik komasuje wiadomości o Tarnowskich Górach, zabytkach, historii i tradycji. Byłem jednym z pierwszych działaczy na rzecz  "Tarnogórskich Gwarków", imprezy którą zaczęliśmy organizować w 1957 roku. To mnie ogromnie wciągnęło, szczególnie możliwość kontaktu z młodymi ludźmi, którym można pokazać jak ciekawym miastem są Tarnowskie Góry. Zwłaszcza teraz, kiedy Tarnowskie Góry  zostały wpisane na listę zabytków UNESCO ….w czym mam też swój mały wkład.  I to właśnie daje mi ogromną satysfakcję. W domu to już nawet mówią: "Bo Ty to ciągle żyjesz tym Stowarzyszeniem!", a ja odpowiadam, że to jest przecież moja druga rodzina, gdzie mam przyjaciół, którzy darzą mnie sympatią i powiedziałbym nawet, uznaniem dla pracy, którą wykonuję przez 65 lat.

- Kiedy słucham z jakim zaangażowaniem opowiada Pan o swojej pracy w stowarzyszeniu to nie mogę wyjść z podziwu, że tak może wyglądać praca społeczna?

No może. I to faktycznie tylko praca społeczna. Ja pracowałem na kopalni "Orzeł Biały" 8 lat. Potem 28 lat w hucie cynku "Miasteczko". Jestem emerytem, środki na utrzymanie mam. Z pracy społecznej nie otrzymuję żadnych pieniędzy, bo czynię to wyłącznie z przywiązania do mojego miasta. Kiedyś ukazał się taki artykuł  w "Gościu Niedzielnym" - bardzo dawno temu -  który był zatytułowany "Kocham to miasto", no i właśnie ze mną tak jest, że nie mogę  zrezygnować. Nie mogę zrezygnować z miłości do tych ludzi, którzy przez 400 lat  tworzyli tutaj podziemne wyrobiska górnicze. Dlatego też jestem zobligowany, żeby przynajmniej tę historię, która się tutaj działa przez cztery wieki, przekazać  młodemu pokoleniu. Szczęśliwie mam  taką zdolność pisarską, z której czasem  korzystam. Dzięki niej jestem  autorem wielu biografii ludzi zasłużonych dla miasta Tarnowskie Góry i dla powiatu, ludzi którzy w tym mieście zostawili swój piękny ślad.

- A jak rodzina reaguje na Pana zaangażowanie w sprawy stowarzyszenia?

W każdy czwartek mamy zebrania zarządu i od 65 lat na nie chodzę. W domu  muszą się z tym pogodzić, choć niekiedy jest takie małe iskrzenie, że mógłbym już trochę odpocząć, ale cóż…no nie mogę.

- Jako społecznik reaktywuje Pan historię, o której pokolenia już zapomniały albo przez długi czas nie słyszały?

Tak mi się wydaję, że teraz młode pokolenie, które jest mocno zajęte tą całą swoją nowoczesnością, może mniej patrzy na historię i tradycję. Ja natomiast uważam, że nie można budować dobrej przyszłości, jeśli nie znamy przeszłości, w której urodzili się i pracowali nasi ojcowie, czy dziadkowie. To  daje przecież gwarancję stabilności dla regionu, dla miasta. Jak zresztą widać, jestem wyjątkowo mocno związany z tym regionem. Nie wyobrażam sobie, żeby nie mówić, co tu było i co jest piękne. Przemysł wprawdzie powoli na terenie Śląska jakoś ginie, ale tradycje górnicze nadal są praktykowane, szczególnie 4 grudnia z okazji św. Barbary. My też w Stowarzyszeniu to święto odpowiednio czcimy i włączamy się w nurt tradycji.

- Wiem, że był Pan również przewodnikiem. Czy nie kusi Pana teraz by zjechać na dół raz jeszcze i poopowiadać turystom o kopalni?

Ja byłem przede wszystkim 9 lat przewodnikiem  na "Sztolni Czarnego Pstrąga" mającym wszystkie uprawnienia. Natomiast na kopalni srebra to już mniej. Ale oczywiście też ją znam. Tyle, że teraz to już przede wszystkim chciałbym z młodymi przewodnikami podzielić się swoją wiedzą. Dlatego bardziej spełniam się jako wykładowca na kursach szkoleniowych. Właśnie prowadzimy kurs dla młodych przewodników po kopalni. Mam tam swoje wykłady, które będę prezentował  potencjalnym przewodnikom. Zainteresowanie jest duże. Jest 80 zgłoszeń. To mnie cieszy. Bardzo!


Galeria zdjęć Stanisław Wyciszczak / fot. J. Rzechanek

data: 2018-01-09


Komentarze