John Lemon

Daniel Hozumbek i Robert Orszulak fot. B. Barczyk

Tworzymy lemoniady, które są smakiem Śląska.

Daniel Hozumbek, współwłaściciel John Lemon - moją pasją poza lemoniadami, jest muzyka.

Robert Orszulak, druga połowa John Lemon - pasjonuje mnie kultura, muzyka, sztuka i kreacja.

Samo wejście do Waszego biura jest już dużym przeżyciem. Siedziba mieści się w starej fabryce. Droga prowadzi przez zakurzoną klatkę schodową, potem pojawia się zniszczony hol, w którym wisi naderwana lampa na fotokomórkę. I kiedy już człowiek myśli, że się zgubił, rozsuwają się żółte metalowe drzwi i młoda, uśmiechnięta sekretarka zaprasza do środka. Tak mógłby zaczynać się kolejny film Davida Lyncha.

Jeśli tak to widzisz, to możemy powiedzieć, że jest to najlepsza rekomendacja naszego biura o jakiej słyszeliśmy. Teraz już tylko czekamy na wielkiego reżysera. Myślimy że nie tylko wnętrza naszego biura, ale i napoje które tu produkujemy, zrobią na nim wrażenie.

Rzeczywiście nasze wejście do biura jest dość nietypowe, ale już w samym biurze widać bardzo przemyślaną zaaranżowaną przestrzeń industrialną, która na każdym naszym kontrahencie robi duże wrażenie. Chcieliśmy stworzyć miejsce z charakterem. Mury starej fabryki pasowały do tej koncepcji idealnie. W tej przestrzeni zawarta jest historia Śląska, a my bardzo identyfikujemy się z tym miejscem.

Stworzyliśmy brand John Lemon i chcieliśmy, żeby miejsce, w którym tworzymy napoje było wyjątkowe, tak jak nasze produkty. Tu wszystko musi się ze sobą synchronizować.

Pijąc John Lemon nie sięgasz tylko po napój, to także emocje, jakość, design. Taką strategie przyjęliśmy też do miejsca, w którym mieści się nasze biuro. Nasi pracownicy, żeby dobrze pracować, muszą mieć zapewniony dobre warunki pracy. Na pewno industrialna przestrzeń sprzyja miłej atmosferze w pracy.

Pamiętam jak za bajtla piło się Quick Colę, która była tak gazowana, że bąbelki ciekły nosem czy oranżadę z woreczka foliowego, w smaku była okropna, ale worek foliowy był wtedy hitem.

( śmiech ) My też pamiętamy te czasy. Świat idzie do przodu, przez długi czas na polskim rynku były dostępne tylko napoje wysokokaloryczne. Ludzie coraz bardziej dbają o zdrowie i zwracają uwagę co jedzą i piją. My wypełniliśmy tę niszę. Wymyśliliśmy napój bardzo smaczny i zdrowy. Oprócz tworzenia lemoniady, stworzyliśmy tez wizerunek, który jest odpowiednikiem tego, co się znajduje w środku butelki. Na początku ludzie nie widzieli co to jest. Musieliśmy wymyślić też nowy sposób na dotarcie do naszych potencjalnych klientów. Zwłaszcza, że pierwszy nasz produkt był dość nietypowy. Była to lemoniada na bazie Yerba mate. Znikomy procent ludzi wiedział co to jest.

Droga na pewno nie była łatwa, żeby przekonać ludzi do Waszego produktu, trzeba się było sporo napracować.

Tak, droga dotarcia do naszych klientów była trudna, wymagała sporo czasu. Zresztą wcale nas to nie dziwiło. Zakładaliśmy, że nasz produkt jest wyjątkowy i ludzie będą potrzebowali czasu, żeby to docenić. Trochę pomógł nam ówczesny rynek napojów. Na półkach sklepowych czy w knajpach były tylko produkty wielkich koncernów przemysłowych, a my czuliśmy, że ludzie potrzebują czegoś nowego. Napoju, który będzie czymś więcej, który będzie symbolem dobrego smaku, związany z zainteresowaniami muzycznymi czy  designem. Nasi klienci to ludzie świadomi, otwarci na nowe propozycje, ludzie lubiący dobrą muzykę, niekoniecznie tę graną w radiowych stacjach komercyjnych. Teraz wiele osób zwraca uwagę na to co jedzą, są aktywni mają fantazję, cieszą się życiem. Mają bardzo pozytywny stosunek do świata.

Powstało sporo nowych miejsc gastronomicznych, oferujących zupełnie inną kuchnię, bardzo zdrową i smaczną. To były miejsca dla naszego produktu. Częstowaliśmy tam ludzi naszą lemoniadą. Wiedzieliśmy, że najważniejsze to przekonać klienta do spróbowania naszego produktu. Ci, którzy spróbowali lemoniady w dużej części stali się naszymi klientami. Utwierdziło nas to w przekonaniu, że robimy coś dobrego.

Czy pamiętacie pierwszy lokal w którym uroczyście sprzedano waszą lemoniadę?

Na początku Johna Lemona braliśmy udział w rożnych eventach. Głównie były to festiwale muzyczne, ponieważ muzyka jest nam bardzo bliska, ale podchodzimy do niej bardzo selektywnie. Nie na zasadzie, że nie ważne kto gra, ważne, że jest dużo ludzi których możemy zainteresować naszym produktem. Kierowaliśmy się naszym gustem muzycznym, w doborze imprez, na których chcieliśmy się zaprezentować.

Pierwszym festiwalem na którym debiutowaliśmy z John Lemon był Off Festiwal. Nasz napój idealnie pasował do tego festiwalu.

Natomiast pierwszym lokalem, w którym pojawiła się nasza lemoniada był Kato na ulicy Gliwickiej. Od tego czasu nastąpił duży progres. Kiedyś dobre lokale można było zliczyć na palcach jednej ręki. Dziś w samych Katowicach jest mnóstwo interesujących miejsc, w których i my jesteśmy.

Na każdym kroku podkreślamy, że nasz produkt nie pochodzi z masowej produkcji. Jesteśmy lokalną firmą ze Śląska. Mamy swój target odbiorców. To osoby aktywnie uczestniczący w życiu kulturalnym, dla których kino, teatr, książka czy wyjście na dobry koncert jest czymś ważnym. Na szczęście Śląsk to kopalnia takich ludzi, wiec nie możemy narzekać na ilość sprzedanej lemoniady. Wiemy, że nasz klient jest też bardzo wymagający, więc nasz produkt musi być najwyższej jakości. Oczywiście ma to przełożenie na cenę. Nasze napoje nie mogą konkurować ze znanymi markami wielkich koncernów ceną. Wystarczy jednak przeczytać skład na etykiecie, żeby zrozumieć na czym polega różnica. I to jest naszą siłą.

Tak, ale Wasza siła jest też współpraca z lokalnymi przedsiębiorcami. Dzięki temu inni producenci na Śląsku mogą też dobrze prosperować.

Mogą dobrze funkcjonować, a my mamy gwarancję, że to co dostajemy, też jest najwyższej jakości. Dzięki temu dokładnie wiemy, jak dobry produkt trafia do naszych klientów.

Dla nas to bardzo ważne, że nasi dostawcy są głownie ze Śląska. Chcemy wspierać lokalną przedsiębiorczość. Już na początku, kiedy powstawał pomysł na naszą działalność wiedzieliśmy, że zaprosimy do współpracy Ślązaków. Nie mniej, żeby pokazać naszą otwartość mamy też kilku dostawców spoza regionu.

Bardzo podkreślamy nasze przywiązanie do regionu. Nawet na etykietach naszego napoju znajdziesz tę informacje. Jesteśmy z tego bardzo dumni.

Czy czujecie pewne zmiany co do wizerunku Górnego Śląska, kiedy jeździcie po Polsce ze swoim produktem?

Tak, wszędzie bardzo pozytywnie jesteśmy odbierani. Ludzie nie myślą już o Śląsku, jak o miejscu w którym tylko są kopalnie i huty. To przecież tutaj odbywają się najlepsze festiwale muzyczne w Polsce, na które zjeżdżają się ludzie z całego kraju, a nawet z Europy. Ci ludzie potem idą w miasto i widzą bardzo nowoczesny Śląsk. Z piękną architekturą, przecież są tu zabytkowe kamienice, familoki, a obok stoją nowoczesne przeszklone gmachy - to musi robić wrażenie. Śląsk stał się bardzo popularny, ludzie trochę nam zazdroszczą, że jesteśmy stąd.

Śląsk jako region jest bardzo duży, zróżnicowany. Naszym miejscem na ziemi są Katowice. Z tym miastem najbardziej się identyfikujemy. Wynika to z tego, że tu żyjemy, tu tworzymy. Przecież to wielka aglomeracja. Trudno być na bieżąco ze wszystkim. Nie wiemy co aktualnie dzieje się w Częstochowie czy w Rybniku.

John Lemon kojarzy się z nazwiskiem bardzo znanego muzyka. Jak myślicie, co by powiedział John Lennon, kiedy spróbowałby waszej lemoniady?

Bardzo szanujemy jego muzykę, wywarł on wielki wpływ na cała scenę muzyczną. Dla nas to wielki artysta, ale bliższe nam są inne rejony muzyczne. Dużo osób zwróciło na to uwagę, ale nie było to zrobione przez nas świadomie. To po prostu gra słów, która bardzo nam się spodobała.

Z perspektywy czasu to w jakich kręgach kulturowych się poruszamy chyba byłoby bliskie też Lennonowi.

Sama nazwa bardzo dobrze została przyjęta. Ludziom - tak jak i nam - spodobał się ten kalambur. Mamy pomysł na siebie i to jest najważniejsze. Tak jak już wcześniej wspominaliśmy, inspiruje nas sztuka. Zatem to był naturalny proces, że nazwa w bezpośredni sposób nawiązuje do popkultury. Każdy może interpretować tę nazwę po swojemu.

Co było pierwsze: nazwa czy produkt?

Nazwa. Ona naprowadziła nas na smaki lemoniad, które chcieliśmy robić. Smaki, które bardzo silnie związane są z naszym regionem. To smaki kompotów robionych przez nasze babcie. Kompot rabarbarowy, wiśniowy czy z czarnej porzeczki, rozkosz dla podniebienia. Myśmy to wszystko unowocześnili sięgając do starych receptur stworzyliśmy nowe smaki osadzone w tradycji. Skoro jesteśmy stąd, to dlaczego mamy robić napoje np. z pomarańczy. Sięgając do naszych korzeni musimy pamiętać o nowych trendach. Nasz produkt to połączenie tradycji z nowoczesnością. Chcieliśmy też zaproponować alternatywę dla napojów energetycznych. Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć, co one zwierają. Stworzyliśmy napój Yerbata, który nie jest energetykiem, ale pobudza ponieważ zawiera dawkę kofeiny.

Jakie macie plany na przyszłość?

Chcemy dalej robić smaczne i zdrowe napoje. Mamy pomysły na kolejne smaki. Chcemy, żeby nasze produkty cały czas były na światowym poziomie. Musimy się ciągle rozwijać, aby to osiągnąć.

Na koniec zapytam Was o nietypowe krzesła na których siedzę w waszym biurze. Do złudzenia przypominają te, które kiedyś unosiły się nad Parkiem Śląskim.

Tak, to taki drobny akcent naszego przywiązania do regionu. Wiele osób pamięta L-ke kolejkę linowa, która była kiedyś główną atrakcją Śląska. To też symbol naszego podejścia do życia. Kultywowania tradycji śląskiej i przetwarzania jej na nową jakość.

Galeria zdjęć Daniel Hozumbek i Robert Orszulak fot. B. Barczyk



Komentarze