Dinksy

Dinksy fot. GONG

Z mieszaniny wyobraźni i temperamentu ewoluował kreatywny zespół kobiet, które mówią o sobie Śląskie, rodzime Dinksy. Na co dzień zajmują się szeroko pojętym projektowaniem - od storyboards, visual thinking, ilustracje po identyfikację wizualną. Czy udało nam się rozgryźć, dlaczego są gdzieś poza światem? Sprawdźcie sami.

Dinksy - jak zaczęła się Wasza historia?

Wszystkie chciałyśmy mieszkać w Cieszynie, bo je lubimy.
Z naszym wykształceniem w tak mały mieście trudno o możliwości zatrudnienia. Wymyśliłyśmy sobie, że zrobimy coś razem. Były różne pomysły. Niedookreślone. Była Alicja - bardzo uzdolniona w takim zakresie projektowym. Chciałyśmy wokół tego budować. To było trzy lata temu na zasadzie - zróbmy coś fajnego. Ale po półtorej roku zainteresowanie tymi dziwnymi  projektami, robiło się coraz większe.. Zaczęłyśmy się bardzo rozwijać. Od roku weszłyśmy w te rzeczy związane z video explainerami, z visual thinking, z wykorzystywaniem umiejętności rysowania do zupełnie nowych dziedzin.

Dlaczego właśnie Cieszyn?

Tylko jedna z nas pochodzi z Cieszyna, ale wszystkie ukończyłyśmy Uniwersytet Śląski w Cieszynie. To nas połączyło. Przy czym na uczelni nie spotkałyśmy się ani razu.

Ci którzy kończą studia tutaj mówią, że zapada się tu na chorobę, która nazywa się cieszynka. I potem trudno wyjechać.

To miasto w którym jednocześnie jest potencjał kreatywny i dużo się dzieje, ale równocześnie ma wszystkie walory mieszkania w małym mieście - nie ma korków i jest sympatynie. Każdej z nas to odpowiadało charakterologicznie. Chciałyśmy za wszelką cenę tu zostać. W końcu stworzyłyśmy tu sobie miejsce pracy, zgodne z naszymi kompetencjami. 

Co Was tutaj napędza do działania?

Kreatywność ludzi w naszym regione. Kreatywność i temperament. W innych częściach Polski można usłyszeć: Wy ze Śląskiego jesteście jak tacy południowcy; u Was tam wszystko się dzieje, kipi, buzuje, macie takie temperamenty, charaktery. I coś w tym jest. To nasz motor do działania. Cały czas coś chce się robić, jest do tego wiele różnych pól. Ta kreatywność trochę wypływa z gór, z przemysłu, a jeszcze po trochu z granicy. Tutaj to wszystko się miesza i ze sobą koresponduje. Trudno gdziekolwiek indziej byłoby nam zebrać taką ekipę, której tak chciałoby się robić to, co robimy.

Visual thinking to szersze spojrzenie na pewien sposób opisywania świata. Więcej niż ilustracja. Co dotychczas było dla Was najciekawszym procesem, który miałyście okazję wizualizować?

Przez to że visual thinking obejmuje tak wiele aspektów z rysunku, z ilustratorstwa, każde nowe przedsięwzięcie jest dla nas wyzwaniem. Trudno wybrać coś najlepszego. Jednak jednym z najciekawszych sposobów na wykorzystanie tego potencjału, który mamy to był film o Zamkowej. Miejscu, w którym jesteśmy. Mogłyśmy połączyć tam talent artystyczny i zrobić coś w sprawie, która jest dla nas ważna, z którą się utożsamiamy.
Miałyśmy też świetne doświadczenie, gdy wykorzystałyśmy visual thinking dla nas samych. Był to plan strategii naszej działalności na przyszłość. Jak spisałyśmy wszystkie pomysły w scenariusz działania, zupełnie nie potrafiłyśmy tego zrozumieć. Czytałyśmy ten plan piętnaście razy. Zrobiłyśmy nawet tabelkę. I nic. W końcu się to narysowałyśmy. I wtedy wszystko stało się nagle jasne, odkryłyśmy potencjał tego narzędzia. To było dla mnie bardzo duże doświadczenie, że rysunek ma faktycznie zastosowanie praktyczne. Ułatwia przekaz myśli. Dzięki temu odkryciu łatwiej było pracować z klientami, przekonać ich, że dużo zyskają, jeżeli wykorzystają tę technikę. 

Jeżeli mowa o styku przedsiębiorczości i Waszego podejścia, czy macie takie poczucie, że któryś z Waszych projektów rzeczywiście dał Wam satysfakcję? Że komuś pomógł w sprzedaniu jakiejś idei, uporządkowaniu informacji?  

Książeczka o Szlaku Zabytków Techniki zaangażowała nas wszystkie, bo nie tylko wiązała się z przygotowaniem ilustracji i rysunków, ale także tekstem i opracowaniem merytorycznym. Tak naprawdę stworzyłyśmy całą książkę od postaw.  Jest skierowana do dzieci w wieku od 4 do 9 lat. Można powiedzieć, że jest interaktywna, oprócz treści opowiadających o miejscach zawiera zadania dla dzieci, zachętę, by dzieci od najmłodszych lat odwiedzały te miejsca i poznawały potencjał, kulturę i przemysł Województwa Śląskiego. My stosunkowo rzadko robimy coś dla klientów ze Śląska. Nie dlatego, że nie chcemy, ale dlatego że głównie wybierają nas klienci z Wrocławia, Poznania, z Warszawy. Często dostajemy komunikat zwrotny, że to w jaki, sposób pracujemy i to, czego dostarczyłyśmy pomogło komuś lepiej zrozumieć, co samemu się robi. Każdy ma inny cel - ktoś chce coś sprzedać, ktoś chce być bardziej zrozumianym, ktoś chce coś wyjaśnić. To że komuś pomogłyśmy, to jest po prostu fajne.

Mogłybyście skrótowo wymienić kilka takich projektów?

Film dla Handymanii był taki. To było pokazanie jak powstał jeden z największych portali DIY w Polsce i na świecie, ale z siedzibą w Bielsku-Białej.  Film wyjaśniał cały proces od pomysłu do powstania, po pierwsze wielkie sukcesy. Ten film wyjechał poza granice Polski, był prezentowany w Parlamencie Europejskim. Było to dla nas dużą dumą. Ostatnio tworzyłyśmy identyfikację wizualną dla nowej restauracji w Katowicach. Zaprzyjaźniłyśmy się bardzo z właścicielami i na pewno będziemy chętnie odwiedzać to miejsce. Kończymy też refreshing identyfikacji dla firmy, zajmującej się doradztwem w lotnictwie. To są często projekty, które mają bardzo duże nacechowanie emocjonalne. Przychodzą do nas ludzie, którzy mają tylko i wyłącznie pomysł na coś i to trzeba zaprojektować od podstaw. Tak na przykład było z grą Aarrr. Studio wydawnicze Mikroforma, które miało na nią pomysł i mechanikę, chciało żebyśmy  ją zilustrowały, wymyśliły, jak ją opakować, żeby powstała gra, która się wyróżni, będzie miała duże walory artystyczne i będzie atrakcyjna dla dzieci. Albo z grą karcianą dla dwóch małżeństw z Krakowa, które było zafascynowane tematem lam. Pomysł był kuriozalny, w Polsce nikt nie potraktował ich poważnie. Przez półtorej miesiąca rysowałyśmy lamy, siedziałyśmy nad atlasami biologicznymi, znamy każdą ich cechę. Kiedy ludzie przychodzą do nas z takimi małymi dinksami, my jesteśmy zafascynowane takimi tematami. W niczym nie przeszkadza nam to jednocześnie stawiać strony internetowe dla firmy takich jak Tołpa. Nasz zespół jest dużo szerszy. Ale staramy się dla własnej przyjemności przeplatać te duże zlecenia rzeczami, które nas szczerze bawią. Tu jesteśmy  na granicy, gdzieś poza światem. Pozwala nam to angażować się w takie dinksowe rzeczy.

Jakim obszarem chciałybyście się zająć z punktu widzenia swoich umiejętności, w obrębie Województwa Śląskiego? Co zmienić - ulepszyć?

Narysować filmik dla Województwa Śląskiego, pokazujący dlaczego jest fajniejsze od pozostałych.Mam wrażenie, że w innych województwach ludzie są bardziej tacy… zachowawczy. Gdyby ktoś usiadł i logicznie nas posłuchał te trzy lata temu, to powinien powiedzieć Dziewczyny to jest bez sensu.
A tu, w Śląskim, można trafić na ludzi, którzy tego nie powiedzą. Byłyśmy w stanie to zrobić. Mam wrażenie, że dużo jest takich inicjatyw,że nie patrzy się na granice w stylu: to jest za trudne. To energia do zmian - uparcie do przodu.. Bardzo duża pracowitość. Panuje etos pracy. Jak jest trudno, to nic, działamy. Tu ludzie się nie boją. Są tu szaleńcy. Trochę ryzykanci.
My zajmujemy się też rysowaniem na żywo - graphic recording - robimy zapis wizualny przy burzy mózgów. Ostatnio byłyśmy w Warszawie. Tajny projekt. Po całym dniu doszłyśmy do wniosku, że gdyby to się działo u nas, w Śląskim to byłyby eksplozje. A tam ? Wszystko przebiegło w spokojny sposób…

 

Galeria zdjęć Dinksy fot. GONG



Komentarze